sobota, 30 czerwca 2018

Antoine de Saint-Exupery. Obchodziłby 118 lat.

Jest taki pisarz, którego znają wszyscy.
Nawet niekiedy nie są tego świadomi.
Osoby, które nigdy w życiu nie przeczytały ani jednej książki musiały o tym człowieku słyszeć.
Źródło zdjęcia www.famousauthors.org

W dobie internetu, kiedy tak wiele osób zachwyca się sentencjami wielu nie ma świadomości jak wiele z tych pięknych, mądrych, wzruszających grafik to cytaty z książki "Mały Książę".
Kilka moich ulubionych:



Od razu się przypominają co nie?
I jakże są prawdziwe.

Osobiście jest to moja ukochana książka.
Podobno nie można mieć książki, którą z całego serca się czyta i ona się nie znudzi.
Ci, którzy kochają czytać wiedzą, że to bzdura.

Jej autorem jest Antoine de Saint-Exupery.
Francuski pisarz i lotnik.
Urodzony 29.06.1900.( 118 lat. Stówka plus pełnoletność).
Zginął 31.07.1944.
"Małego Księcia" napisał rok przed swoim zaginięciem.
Czy Wy wiecie, że wrak samolotu, w którym zginął Antoine znaleziono w 2000 roku?
Ja też byłam zszokowana.
To takie krótkie wspomnienie i hołd dla autora mojej najbardziej faworyzowanej ze wszystkich książki.

czwartek, 28 czerwca 2018

Bezpieczny przejazd.Zatrzymaj się i żyj! Szlaban na ryzyko!

                                     

                                                             










                                       Zatrzymaj się i żyj.A przynajmniej nie łam mi rogatek!






        Moi drodzy. Nad napisaniem artykułu, wpisu na temat przejazdów kolejowo - drogowych  zastanawiałam się na długo przed założeniem tego bloga. Myślałam o anonimowym wpisie gdzieś w internetach. Ale życie zweryfikowało i oto proszę. Poczytajcie.
       Pierwszy raz kilka lat temu kiedy byłam dyżurną ruchu w Praczach i pewien kierowca "połamał m rogatki". Nic nikomu się nie stało. Zapomniałam o tym.
    Niestety ostatnio podczas pełnienia prze zemnie służby  na mojej stacji pewien mądrala wjechał na czerwonym świetle i bach- rogatkę mi (u*****************rwał) złamał.
Jakież było moje zdziwienie, że można być tak odważnym człowiekiem. I głupim. Rozumiem, że pewnie i samotnym bo ja bym takiego czegoś nie zrobiła gdyż mam dla kogo żyć. Slalomem sobie pięknie wjechał ale nie wyjechał sam. Zabrał mi drąga . A tak serio rogatka wyjazdowa wylądowała z gracją na ulicy.
A w peronach pociąg pospieszny spółki PKP Intercity czeka sobie na wyjazd.
Aż dziwię się, że nikt tego nie nagrał czy też nie sfotografował.
Trwało to sekundy bo nawet nie pamiętam koloru tego samochodu. Wiem jeszcze, że to było  spore, duże auto.
A teraz moi drodzy oto konsekwencje takiego wypadku:
1 .Powiadomić wszystkich świętych o tym co się wydarzyło.
2. Wyjść wystawić znak z wiadomością o uszkodzonej rogatce.
3. Trzeba powiadomić maszynistę o zwolnieniu do 20 km/h oraz wielokrotnym podawaniu sygnału baczność. Taki specjalny rozkaz trzeba podyktować lub doręczyć. A Wy stoicie i klniecie co się dzieje. Przejazd zamknięty w  3/4. Pociąg stoi.

I nagle serce w gardle bo widzisz jak przez "ubytek" w zaporze właśnie postanowiła przejść pewna pani, za nią pewien pan. I tak się robi mały tłumek przemierzający zamknięte zapory. A pociąg właśnie rusza. Wiesz, że będzie jechał bardzo wolno. Będzie trąbił,  Ale macie świadomość, że kiedy coś się zaczyna dziać stajecie jak wryci. Pociąg zaczyna wielokrotnie trąbić. Tłumek biegusiem i w podskokach zmyka.
Policja w pracy.
Tak to taki dodatkowy stresik-bonusik. Nie dość, że trzeba BEZPIECZNIE prowadzić ruch pociągów to trzeba porozmawiać z policją. Dobrze, że są to  ludzie, którzy rozumieją jaką mam pracę i naprawdę wykazują wielką dozę cierpliwości.
Lokomotywa plus obciążenie w postaci wagonów ciężkich na setki ton to nie samochodzik osobowy, który zatrzyma się szybko. Kiedy w Ciebie uderzy -nie masz
ŻADNYCH szans.


A teraz poczytajcie o tym co się dzieje gdy rogatki są zamknięte dłużej niż 5 minut bo Pan maszynista postanowił jechać dłużej, bo powstała przeszkoda do jazdy, o której nie wiem i nie mogę tych rogatek otworzyć. Czy po prostu czas jazdy się z jakiegoś powodu wydłużył i już.
Zaczyna się od K...wa..nia. Tiki na twarzach ludzi stojących pod zaporami to widoki bezcenne.
Ale żeby nie było zanim nie zaczęłam pracy W PKP PLK S.A. pewnie robiłam tak samo ;)
Nic jednak nie przebije trąbiących kierowców. Drodzy moi kierowcy niecierpliwi. Gdybym mogła otworzyłabym ten przejazd. Słowo.
Ale szczytem jest przechodzenie przez zapory. Zamknięte rogatki.
Pociąg przez Wołów przejeżdża bardzo szybko. TY go nie widzisz ale on z zza łuku, zza drzewa, z toru, z którego najmniej się go spodziewasz przyjedzie czy przejedzie. I Cię zgarnie w mgnieniu oka.
Nie chcesz wiedzieć jak wygląda ofiara takiego wypadku!
My naprawdę staramy zamykać się  te przejazdy w czasie na tyle krótkim na ile pozwalają nam wewnętrzne przepisy.
To nie jest nasza złośliwość. Zrozumcie to.
Opowiem wam autentyczną historykę ,która wydarzyła się na jednej z moich służb.
Miałam przestawić pociąg z jednego toru na drugi.
Pod przejazdem zagadały się dwie mamy.
Małe dzieci biegały pod rogatkami. Zamkniętymi. Nagle jedno weszło sobie na środek zamkniętego przejazdu.
Jednostka ( czyli pusty,osobowy pociąg ) zbliżał się nie ubłaganie. Ja w krzyk do matki, żeby wołała dzieciaczka. Do mechanika aby podawał sygnał "baczność" bo ludzie wchodzą na zamknięte.
Wiecie, że mamusia mnie skrzyczała, że zwracam jej uwagę.
To są dopiero sytuacje. Po przemyśleniu  - dobrze,że to nie moja matka!  Sami pokazujemy co wolno a czego nie.

Tutaj kilka zdjęć, których autorem jest Pan Andrzej.
Nie to na szczęście nie Wołów.
Kolejny spieszący się kierowca:
A co my tu mamy:


 Na stronie http://www.bezpieczny-przejazd.pl/statystyki/  jest niepokojąca informacja jak często dochodzi do wypadków na przejazdach kolejowo-drogowych. Zajrzyjcie tam. Być możenie Ty ale ktoś CI bliski nie jest na tyle cierpliwy żeby poczekać te kilka chwil i nie popełniać przestępstwa. Nie przechodź pod zamkniętymi zaporami.

Chciałabym jeszcze nawiązać do maszynistów. To ludzie tacy jak my. A mają na sumieniu tak wielu ludzi, którzy woleli wejść na ten zamknięty przejazd i stracić życie.
On nie wyhamuje.
Droga hamowania ciężkiego pociągu towarowego to nawet 3 km. Zależy od prędkości.
Wyobraźcie sobie co czuje ten człowiek kiedy wie, że nie zatrzyma pociągu.
Tak to osoby, które wtargnęły na zamknięty przejazd kolejowo - drogowy są winne.

Żółta naklejka.


Gdybyś kiedyś znalazł się w sytuacji bez wyjścia na przejeździe kolejowo-drogowym zadzwoń na numer telefonu podany na żółtej naklejce. Znajdziesz tam również numer przejazdu.
Więcej o akcji tutaj:
http://www.bezpieczny-przejazd.pl/o-kampanii/zoltanaklejkaplk/



Światło czerwone to "STÓJ". Zatrzymaj się i żyj.











wtorek, 26 czerwca 2018

Garnier Fructis PAPAYA HAIR FOOD

                       





                                   DŁUGIE WŁOSY - UWIELBIAM!





Jak w tytule posta uwielbiam długie włosy u kobiet.
Włosy lśniące, lekko falujące, proste, kręcone. Czarne, blondy, brązy, czerwienie, każde...
Byleby były zdrowe.
Kiedy na dodatek jeżeli mają swój naturalny kolor - widok jest wspaniały.
 A już najbardziej kocham swoje. Żeby długie włosy wyglądały dobrze trzeba o nie dbać.
Chyba nie muszę wspominać o myciu bo w XXI wieku mycie włosów to standard. Chociaż...;)
Po za myciem warto używać masek, odżywek, produktów bez spłukiwania.
Jeszcze lepiej mieć wszystko w jednym produkcie.
Kiedyś myślałam, że to nie jest możliwe. No bo coś do wszystkiego jest do niczego - takie powiedzonko. Jednak ja znalazłam taki produkt, który jest do tego o czym wspomniałam.
Jest to Garnier Fructis PAPAYA HAIR FOOD.
Formuła zawiera 98 % składników pochodzenia naturalnego.  Pozostałe 2 % oferuje przyjemność stosowania.
Aż wierzyć mi się nie chciało. Jednakże w produkcie gdzie na pierwszym miejscu jest woda a nie jakieś chemiczne zło musi znajdować się wiele dobrego.
Skład:
woda
amla
soja
nasiona słoncznika
kokos
Reszta na tym zdjęciu:



Produkt ten oferuje 3 sposoby użycia:

Nie zawiera parabenów, silikonów, sztucznych barwników.
Mamy  tu: wegańską formułę, formuła w 96 % biodegradowalna , testowany dermatologicznie, zawiera olejki roślinne,zbawienne dla włosów. Olejki są stosowane od wieków, czyniąc włosy zdrowymi, lśniącymi, miłymi w dotyku.
Zapach tej maski jest cudowny. Dawno nie spotkałam kosmetyku do włosów, którego użycie byłoby tak bardzo przyjemne i przede wszystkim odczuwalne.
Kiedy rozczesuję mokre włosy to nie boli. Wręcz przeciwnie stało się to dla mnie przyjemnością.

Opakowanie jest wielkie bo zawiera aż 390 ml.Maska jest i jest.
Wygodne. Mocne. Plastik jest tak mocny, że mnie już tyle razy gdzieś spadło i nie pęka.
To serduszko w tle to dlatego, że produkt skradł moje serce ;)




Dawno nie byłam tak zadowolona z efektów, jakie daje maska do włosów.
W dotyku są mocne, łatwo się rozczesują mokre jak i już po wysuszeniu.
Mogę tylko polecać.





niedziela, 24 czerwca 2018

Będzie Pani zadowolona. SH mają moc ...

                           

                                            Będzie pani zadowolona :)






Biegałam ostatnio troszkę po mieście. Moi chłopcy wybrali się na trening Śląska Wrocław, a ja miałam wolne toteż wycisnęłam z niego ile się dało.
Przede wszystkim kiedy już ich odprowadziłam na miejsce spotkania i wyjazdu dałam się namówić pewnej pani Ani na przechadzkę po naszym lokalnym targowisku.
Jest tam takie specyficzne stanowisko, gdzie są wystawiane używane, przeróżne rzeczy.
Pewien Pan zapytał o wazę. Cena 100 pln. Troszkę mnie zatkało. Niby mosiężna. No dobra a jeżeli to tylko było tak pomalowane ? Jest stówka? Jest. Niemiec wystawił - Polak sprzedał.
Będzie Pan zadowolony ;)

Nas zainteresowało stoisko z odzieżą. Odzieżą używaną.  Konkretnie pewien specyficzny kosz, w którym znajdowały się ubraniowe skarby. Sięgasz tam i zapadasz w amok. Poszukujesz ideału jak lwica. Każda dodatkowa ręka tam napawa Cię złością bo a nóż ktoś Ci zwinie spod nosa tę jedyną sukienusię tudzież bluzeczkę. A kobiety nie odpuszczają. To synonim walki. Patrzysz się rywalce w oczy i  już Wiesz, że wygrałaś ;)

Mnie urzekła ta sukienka:



Ta bluzeczka:




No dobra jeszcze ta sukienka:





To jeszcze nic. Czy ja bym była sobą gdybym nie poleciała ( już sama niestety ) do swojego ulubionego sklepu z odzieżą jakże fajną bo zazwyczaj jest tylko jedna jedyna taka na całe miasto -otóż sklep z odzieżą używaną. Jakżeby inaczej.
Wizyta tam jest już całkiem inną zabawą.
Tam są wieszaki. I zazwyczaj duży ruch. Kobiety i mężczyźni o różnym statucie społecznym. To miejsce gdzie pani doktor wymienia pozdrowienia z robotnikiem, adwokat spotyka swojego klienta, policjantka mija się z zatrzymanym.
Uwielbiam to, że ktoś kto w ogóle nie  przywiązuje wagi do metki wychodzi z szanelką a i ktoś kto szuka perełki,za którą w butiku zapłaciłby sporo pieniędzy wychodzi z podobną tyle , że i 1000 kroć mniej zapłaci. Marki jakie się tutaj przewijają są przeróżne.
Jakość ubrań jest świetna.Wiadomo, że trzeba umieć szukać. Ale cóż chcesz być zadowolona to szperaj.
Noszę rozmiar 42 a w lumpku ubrań w tym rozmiarze jest sporo. Niestety pań, które noszą mój rozmiar jest więcej.
W bardzo kulturalny sposób ( ach przepraszam,czy pani mnie przepuści,dziękuję ) staram się ubiec te kobiety w różnym wieku przed zwinięciem mi sprzed nosa tej jednej, jedynej, upatrzonej sztuki garderoby.
Jakież mi do głowy przepiękne słowa ( łacina podwórkowa ) do głowy przychodzą gdy kilka centymetrów przede mną upierścionkowana i ubranzoletkowana ręka czy też dłoń sięga po tę fantastyczną rzecz.
Jak ja się napawam szczęściem kiedy to Pani wychodzi z przymierzalni i odwiesza ubranko z powrotem. Ha ha ale peszek.
I żeby nie było, że taka wredna jestem. Gorzej jest jak ja odwieszam i widzę te jakże współczujące spojrzenia ( no,co przytyło się ;) ) a raczej pełne chichotu.
Całe szczęście takich chwil jest bardzo mało. Przestałam mierzyć ;)
Wertujesz te wieszaki i wertujesz.
Koszyk się zapełnia.
Pełna obaw idziesz do kasy. Już widzisz te miliony wbite na kasę. Oddech przyśpiesza,ciśnienie skacze. Już obliczasz na czym będziesz musiała zaoszczędzić (gaz,prąd czy woda ;)).
 A tutaj.
25 zł za całą.  sporą torbę ciuchów.
Napięcie opada.
Oddychasz już lżej.
Pani mówi :
"Będzie Pani zadowolona".
Kochana już jestem :)


piątek, 22 czerwca 2018

W końcu te wakacje!!!

                                                       
                                   Wreszcie nareszcie.
Mój synek mówi,że w końcu się wyśpi. Drugi też.A i ja się raduję swoim szczęściem,że po powrocie z nocki najpóźniej o godzinie  6.10 będę w łóżku.
Koniec. Rok szkolny 2017/2018 przeszedł do historii. Przez dwa pełne miesiące z hakiem nie będzie trzeba się uczyć ani odrabiać lekcji ( rodzice wiedzą o co chodzi). Żadnych wizyt w szkole ani zebrań.Obaw czy dobrze przejrzałam książki i zobaczyłam co zadane :)
Wolność.
Patrzę  dumą na swoich chłopców bo każdy na swój sposób się starał wypaść jak najlepiej.

Czerwonych pasków nie mają ale na to przyjdzie jeszcze czas.
Moja starsza pociecha za to ma najlepszą frekwencję  szkole.
Na ten dyplom pracował cały rok.
Opuścił tylko jeden dzień i to nie z powodu choroby czy braku ochoty na wizytę w szkole.
To przez nasz rozwód. Musiał być przebadany przez psychologa sądowego. Miał obawy,że dyplomu ani uścisku Pani Dyrektor nie będzie ;) Ale udało się.

Byłam wzruszona jego radością.Jego zadowoleniem.
Młodszy chorował i jak to on sam mówi "nie pykło mu".
Ale co tam nie jest najgorzej.
Obaj zdali z klasy do klasy i to się liczy.
Mają fantastyczne wychowawczynie. Pai Magda-ulubiona Pani mojego Tomka jak nikt potrafi go zmotywować i pocieszyć w razie porażki.Natomiast pani Agnieszka-wychowawczyni Oliwiera doskonale wpaja matematykę.Tak twierdzi mój Oliwierek.
Ogólnie samo zakończenie roku szkolnego na całe szczęście nie ciągnęło się zbyt długo.
Mamy sprytną dyrektorkę,która z pełnym zaangażowanie ale i szacunkiem wyczytała tych co trzeba. Uhonorowała dyplomami, nagrodami co zdolniejszych uczniów.
Zaangażowani w życie szkoły rodzice również otrzymali podziękowania. No niektórzy potrafią solidnie się wykazać.Moja trójka klasowa jest naprawdę na medal.
Od stania w sali gimnastycznej nogi zaczynały mnie jednak pobolewać. Nogi i pupa. Tylko czekałam na koniec.
No tak pracę ma się jak królowa -siedzącą to postała dwie godzinki i narzeka ;)
W klasach poszło dość sprawnie
 Zostały wręczone świadectwa. Panie życzyły bezpiecznych i udanych wakacji.
Ogarnęłam dwie szkoły bo moi chłopcy uczą się w dwóch różnych budynkach.
Kwiaty i czekoladki rozdane.Dzieci wzruszone.Panie wyściskały.
Byle do września i żeby się dłużyło.Baaardzo.
A zimno diabelnie dzisiaj.
Polatało się na mieście w cieniutkiej bluzeczce bo zapowiadało się przyjemniej.
Ale to nic.
Wakacje zapowiadają się cieplutkie.
Basen miejski mamy to go poodwiedzamy :)

Chór szkolny zaśpiewał piosenkę " Lato" do słów Pani Haliny Kunickiej.
Sama pamiętam tę piosenkę ze swoich czasów.
A oto i tekst :

Lato, lato, lato czeka
Razem z latem czeka rzeka
Razem z rzeką czeka las
A tam ciągle nie ma nas

Lato, lato, nie płacz czasem
Czekaj z rzeką, czekaj z lasem
W lesie schowaj dla nas chłodny cień
Przyjedziemy lada dzień

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę
Pożegnania kilka słów
Pitagoras bądźcie zdrów
Do widzenia wam canto, cantare

Lato, lato, mieszka w drzewach
Lato, lato, w ptakach śpiewa
Słońcu każe odkryć twarz
Lato, lato, jak się masz?

Lato, lato, dam ci różę
Lato, lato, zostań dłużej
Zamiast się po krajach włóczyć stu
Lato, lato, zostań tu

Pożegnania kilka słów
Pitagoras bądźcie zdrów
Do widzenia wam canto, cantare

Udanych wakacji :)






wtorek, 19 czerwca 2018

MAT Liquid lips romance od BELL




                                       SZMINKA   MAT Liquid lips romance od BELL   



                                                     Matowa pomadka w płynie.


To maleństwo od marki Bell uwiodło mnie od pierwszego wejrzenia. Zobaczyłam ją kiedyś w biedronce i oczarowana kolorem wrzuciłam ją do koszyka. Potem pojechała ze mną do domu by wspierać mnie w byciu atrakcyjną ;)
Są takie szminki i Wy doskonale o tym wiecie.
Ten kolor- rose 04. Kolor odważny, wręcz krwisty tuż po nałożeniu. Podkreśla twój indywidualizm.
Dzisiaj nałożony z okazji meczu Polska-Senegal. Jak mecz się zakończył? 2-1 dla przeciwników.
A nasza Bell rose przetrwałą darcie, krzyki i złorzeczenia przez całe 90 minut plus przerwa i doliczony czas bez szwanku. Potem troszkę zbladłą ale dla porównania mamy z przed meczu i po.

Przed:

Po:                                                                                                                                                             


Pomadka jest płynna. Szczoteczka jest taka raczej kiepska ale po to Bozia dała   pędzle czy inne narzędzia żeby sobie radzić ;P
 Bo niestety gdy nakładałam tym czymś to rozmazywała  się poza kontur ust co powodowało frustrację moich synów bo udawaliśmy się na ten wspomniany wyżej mecz.


Szminka ta nie powoduje wysuszania ust ( dodatek wosku pszczelego ma na to wpływ), nie zostawia śladów np. tych ordynarnych , czerwonych na papierosach czy np. szklance.
Jest jeszcze jedna fantastyczna niespodzianka. Ta pomadka pachnie cudownie.
Cena?
Najwyżej 9 zł.

A co do meczu...
Polacy nic się nie stało ;)
Atmosfera wspaniała, emocje nieziemskie.
Gdzie był Pazdan?
Gdzie był Lewandowski?
Co ten Szczęsny?
Moi synowie zawiedzenie, ich kumple niezadowoleni.
Ale co tam ;)
Pozostał jeszcze jeden mecz...
A moja Bell? Moja bell wytrzymała cały mecz :)



https://www.facebook.com/kutzmannka/?modal=admin_todo_tour


A na koniec-wybaczcie.
Musiałam.
Mem z internetów :)




poniedziałek, 18 czerwca 2018

Słodko-gorzkie życie. Colleen McCullough

                           

                                             SŁODKO -GORZKIE ŻYCIE.
 Jest taka miłość, która jest specyficzna.Trwa do końca życia.
Nie rozerwie jej czas ani inny człowiek.
Pozostaje w sercu.
Może być zamrożona, chwilowo przytłoczona zwyczajnym życiem.
Ale kiedy tylko nastanie potrzeba jej siła okazuje się być orkanem.
Ta miłość to siostrzana miłość.
Jej bezkres przelała na karty powieści Colleen McCullough w swojej książce pt. "Słodko-gorzkie życie".
Miłość do książek kształtuje moją duszę.
W wielu znich znalazłam cząstkę siebie.
W tej przenoszę się do lat 20,30 ubiegłego wieku.
Razem z córkami pastora Latimera przeżywam ich perypetie.
Każdą radość ale i niekiedy smutne, wręcz tragiczne wydarzenia.
Cztery młode kobiety -  Edda,Grace, Tufts i Kitty ( dwie pary bliźniaczek) doskonale wychowane ale miłe,wspierające się i nie zmanierowane  udają się na naukę pielęgniarstwa. Podjęły tę decyzję między innymi aby uwolnić się od swojej toksycznej macocho-matki Maude. Drugiej żony pastora.
Z przytulnego domku przeprowadzają się do szpitalnego hoteliku - obrazu nędzy i rozpaczy. Przy Corunda Base Hospital.
Wychowane w cieplarnianych warunkach i tak przystosowują się do ciężkiej pracy pielęgniarki.
Może po za jedną z sióstr.
Wątki miłosne też tu znalazłam.
Miłość prawdziwą i zaborczą.
Małżeństwo z rozsądku.
Krach nowojorskiej giełdy.
Brak pracy w Australii.
Bo i większość akcji toczy się właśnie na tym kontynencie.
A dokładniej w Nowej Południowej Walii , w mieście zwanym Corunda.
Mistrzowskie opisy ubiorów. Wydaje się, że stoisz obok i widzisz jak kobieta jest ubrana.
Są i tragiczne wydarzenia.
Samobójstwo .
Śmierć dziecka.
Jak zakończą się perypetie tych kobiet.
Kto z pozoru słaby i niezaradny okaże największy hart ducha.
Cytując: " Czy osiągną niezależność,której tak bardzo pragnęły? Czy życie, podobnie jak miłość będzie miało słodko - gorzki smak?
Zachęcam do przeczytania. Do spotkania z Latimerównami.
Śmiech i łzy gwarantowane.
Książka jest niesamowita. To prawdziwa epopeja.
Wydana przez Świat Książki. Oprawa miękka.445 stron.
Czyta się jednym tchem.
Dołącza do grona moich ulubionych.
A moich ulubieńców jeszcze poznacie.




sobota, 16 czerwca 2018

Dary lasu. A co ten las. Taki piękny.

                                                           

                                                           DARY LASU.


   Dni są takie piękne, że pójście do lasu jest ukojeniem przed gorącem. Ale nie tylko.
To co o tej porze tam się wyrabia jest nie do opowiedzenia.
Powietrze jest czyste, zieleń uspokaja i koi. Drzewa są pełne życia. Cały las żyje. W oddali przebiegnie sarenka, ptaki śpiewają. Jeżeli wybiorę się do lasu gdzie jest staw spotykam żabki, żmijki, zaskrońce a nawet Pana łabędzia.
Owady latają sobie w około.
Pełna symbioza.
Moi synkowie biegają sobie, dotleniając swoje młode organizmy. Bratają się z przyrodą, uczą się ją szanować.


Las obecnie pachnie bosko. Pachnie jagodami , poziomkami, lipami. Może to zabrzmi zabawnie ale jeżeli się położy na trawie, zamknie oczy - jesteś w raju.
Lipa wytwarza taką woń, że jeżeli jedna na cały las to ją wyczuję.




Jagody - jest ich multum. Wystarczy wolny dzień, zasoby cierpliwości ( doskonały trening cierpliwości - przysięgam ;) ), i nietrudno je znaleźć. Kiedy się je już wypatrzy - idziesz jak burza,
Jagódki są pyszne i zdrowe. I są lecznicze. Zawierają witaminy C, B, karotenoidy i sole mineralne. Od wieków są znane jako lek na biegunkę ( np.suszone lub napar z ich liści) . A na zaparcia - surowe owoce.

Jagody mają właściwości bakteriobójcze. Są stosowane w zatruciach pokarmowych.
Według naukowców mają dobroczynny wpływ na układ krążenia oraz wzrok, rozszerzają naczynia wieńcowe, pomagają przy zmianach zapalnych przewodu pokarmowego.




Uwaga jagody trzeba myć. Spożywanie brudnych owoców jagody może spowodować zakażenie bąblownicą . Bardzo trudną do wyleczenia chorobą pasożytniczą, wywołaną przez bąblowca-tasiemca wieńcogłowego. Larwy tego wstrętnego robaka roznoszą np. lisy

( http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/Warto-jesc-jagody-sa-pyszne-i-zdrowe_37455.html ) .






Poziomki - jestem ich ogromną fanką. Zapach, aromat i smak poziomek jest fantastyczny. Te małe ,czerwone owoce to biżuteria lasu. Małe rubinki.
Jest znana od wieków. Taka ciekawostka - Bogini Pomona, która według mitologii rzymskiej była patronką sadów - podobno ona ją odkryła.
W średniowieczu natomiast odkryli jej właściwości lecznicze.

Poziomki są skarbnicą witaminy C oraz soli mineralnych. Zawierają fosfor, potas, żelazo. Są bardzo mało kaloryczne.
Owoce poziomki są doskonałe w uodparnianiu organizmu na przeziębienie czy grypę.
Płukanka z poziomki działa kojąco na bolące gardło, wspomaga w zapaleniu dziąseł. Jest doskonała dla osób chorujących na stany zapalne skóry.
Osoby chore na np. miażdżycę tudzież nadciśnienie powinny ją spożywać - usprawnia pracę układu krwionośnego.
Wiele kosmetyków zawiera wyciąg z poziomek. Np. kremy.


                                        Ja wiosenno - letnie dary lasy uwielbiam w każdej postaci.
Surowe, w słoiczku ( tak, tak cudownie zimą otworzyć sobie słoiczek z jagodami. A z poziomkami-poezja).


                                                                       UWAGA NA KLESZCZE

TE MAŁE WREDNE PAJĘCZAKI TO JEDNA Z NAJGORSZYCH RZECZY JAKIE MOGĄ NAS SPOTKAĆ W LESIE. Niepozorny robaczek a tak kłopotliwy. Uważany za jedno z największych zagrożeń w naszej strefie klimatycznej.
Kleszcze roznoszą straszne choroby takie jak:
-borelioza
-kleszczowe zapalenie mózgu
-anaplazmoza granulocytarna
-babeszjoza
-dur powotny
-ospa riketsjowa
-turalemia.

Najczęściej diagnozuje się w Polsce jednak boreliozę i odkleszczowe zapalenie mózgu.

PO POWROCIE Z LASU BEZZWŁOCZNIE TRZEBA SIĘ DOKŁADNIE OBEJRZEĆ! BY NIE DOPUŚCIĆ DO WSZCZEPIENIA SIĘ KLESZCZA W CIAŁO.

Ten wpis sukcesywnie będzie edytowany o kolejne leśne skarby.
Jednakże stanie się to kiedy będą już jeżyny.
Potem grzyby...