wtorek, 14 sierpnia 2018

Radości i uśmiechu daj nam Panie :)

                                                                  Witajcie kochani :)


                                                         Wiecie czym jest radość co nie ?
   

                                                        Radość to jest spełnianie marzeń.

Ten blog. Jest jeszcze początkujący, słabiutki, malutki ale to jest mój. I się rozwija. No i kutzmannka się nazywa. Jak ja praktycznie.
  Mierzenie się ze sobą. Tak, tak. Czy wstanę o 4.30 i zrobię makijaż czy o 5.00 i tylko permanentny mi pozostanie. Ile jeszcze wytrzymam nadgodzin :P Ale, że ja niby nie dam rady ;) ?
Hhahaha nie takie kasy się pruło.

                                                     Radość to zaciesz z uciechy dzieci.

Oni potrafią dać mi jej tak wiele.W ogóle są radością i światłem mojego życia. Ile było zadowolenia z małego kotka. Nie do opisania . Naprawdę. Jakby tęcza wśród kropel deszczu. Jeżeli jesteśmy już przy spełnianiu marzeń...
Może nie konieczne moich bo na to przyjdzie pora.
Mowa tutaj o marzeniu mojego Tomeczka, który jest jednym z moich synków.
Chłopiec ten jest miłośnikiem zwierząt.
Na stanie ma rybki, raka, rosiczkę ( ta akurat czeka jeszcze na wykiełkowanie ).
Do pełni szczęścia brakowało mu jeszcze małego sierściucha, potocznie nazywanego kotkiem.
Prośba o to zwierzatko zaczęła się wczesną zimą. Okraszona była wieloma obowiązkami, pokazaniem, że jest się gotowym na zajmowanie się kociambrem.
Wreszcie pewnego pięknego, czerwcowego dnia kotka mojej siostry wydała na świat dwa kocięta. A, że to na wsi to kocica była na wpół dzika. Prowadzała te maluchy gdzie jej się żywnie podobało.
A to do stodoły, a to w krzaki jakieś.
Próba złapania naszego kociaka przez bite dwa tygodnie za każdym razem była chybiona.
Wszelakie plany jak dokonać tego czynu spalały na panewce.
Z pomocą przyszedł pies.
Spokojny niby ale widocznie do czasu.
Capnął w pysk naszego przyszłego członka rodziny.
Na szczęście moja mam go wyratowala z opresji i o to jest Adaś Miałczyński.

                                                      Mały urwis per rozbójnik.

Moi dwaj synowie plus ten kot to bardzo wybuchowe równanie.
W pierwszy o drugi dzień szukał mamy.
Jednakże troska Tomeczka przynosi rezultaty.
Koteczek pieszczony i glaskany pomrukuje w ten specyficzny, koci sposób.
A to podgryza mi palce od nóg, a to niby ucieka.


No kochany maluszek.
Moi chłopcy zajmują się nim dzielenie.
Wysadzają do kuwety, sprzątają.
I tak o to namusia spełniła jedno z marzeń.
No czyż mamy to nie wróżki?


Tak przy okazji. Lata mi tu takie małe mru mru i chyba chce dodać coś od siebie. Kilka kocich słów :)


Nie no słodziak :) A chłopcy. No wzór :) Grzeczni i dzielnie się opiekują.

                                                  Przestawiłam się na pozytywne myślenie.

Zdałam sobie spraw, że przez ostatnie sześć miesięcy rzadko bywam smutna. Najczęściej chyba wówczas kiedy opóźniają się pociągi a ja to muszę zapowiedzieć.
I tutaj będąc przy zapowiadaniu tych nieszczęsnych PKP ( intercity :P ) bywa, że się cieszę bo moja ekipa mnie durnowato rozśmiesza ( tak np. Ty :P ) a ja muszę ten pociąg po ludzku zapowiedzieć.
Ale wróćmy do radości :)

W lipcu wiele radości dały mi słoneczniki. To moje ukochane słońce zaklęte w tych cudownych kwiatach. Żółte, jasne, promienne, pełne szczęścia.

Pełne miłości bo ileż w tle tych słoneczników zakochanych par robi sobie zdjęcia. A potem może nawet po latach kiedy je oglądają - wypada zeschnięty płatek. Wówczas zamyka któreś oczy i przypomina im się ta radość, która była ich udziałem.

To koszone zboże, ten zapach napęczniałych kłosów - zapowiedź świeżego chleba. Taki stan pogotowia. Kiedy rolnicy dzień i noc pracują żeby zebrać swój on.
Te wielkie bele słomy.

                                                                        Córka rolnika.

 I tutaj wyszła ze mnie wieśniara.
Z krwi i kości córka rolnika, która zapach ziemi przekłada nad wszelkie ambry, piżma, cywety chociaż - to też od zwierząt pochodzi. Marzę o tym, żeby mieć np. Lawendę. Uprawiać ją. I zrobię to.
Zapach siana sprawia mi więcej radości niż nowa szminka od Diora. Ale cóż. Taka szmineczka też by mi tę radość sprawiła.
A, że jestem kobietą a co za tym idzie zmienną jestem to może zimą wybrałabym jednak tego Diora ;)

                                                               Radość sprawia mi szczęście innych.

Ostatnio ktoś opowiadał mi o miłości jakiej właśnie doświadcza. Z tych szczerych oczu wyłaniał się tak wspaniały obraz a z ust takie piękne słowa, że zaczynam w nią chyba wierzyć. Kiedyś napisałam, że ludzie zakochani wyglądają jak chorzy psychicznie, jakby byli na haju.
A niech sobie wyglądają.
 Nie sądziłam, że tak cudownie można mówić o drugiej osobie.
To jakby słowa Wisławy Szymborskiej widzieć na żywo :

                                    "Miłość szczęśliwa.
                                     Czy to jest normalne,
                                     czy to poważne,
                                    czy to pożyteczne -
                                     co świat ma z dwojga ludzi, którzy nie widzą świata?
                                     Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi, pierwsi lepsi z miliona , ale                                                    przekonani, że tak się stać musiało - w nagrodę za co ? Za nic.. ".
Jeżeli ja kiedyś doswiadczę takiego uczucia wówczas będę biła się w pierś i odwołam swoje słowa, że miłość nie istnieje.



Taka radość jest zaraźliwa zwyczajnie.
Rany aż się boję pisać ale cieszę się z tylu fajnych rzeczy :)
Wiadomo, że bywają gorsze chwile ale po co się dołować.

                                         Naukowo udowodniono, że śmiech to zdrowie.

 Miał być koniec ale jeszcze mi się przypomniało uśmiechanie do innych. Pomimo mojego dziubka niedostępności potrafię to robić. I to jest wspaniałe. Ktoś się nie spodziewa a tu proszę.
 Jak ktoś powiedział uśmiech to krzywa, która prostuje wszystko.
Wypróbujcie w sklepie. Byłam ekspedientką to wiem :) Szczery uśmiech potrafi komuś poprawić dzień. Ach ile myśmy się naśmiały za tą kasą. Ile ludzi cudownych się poznało to szok naprawdę.

Dzięki,że dotrwaliście do końca mojego wywodu dzisiejszego :)
 Żartowałam.
To jest dopiero radość. Taka mała perełeczka. Mój najmłodszy siostrzeniec. Do kochania, całowania. Cudowny !
Takie maleństwa to jest sama miłość.



                                A co Wam sprawia najwięcej radości? Dzieci, miłość, bezpieczeństwo?